Obiekty Sakralne e-Katalog firm dla parafii

Polecamy

30 Lipca 2018

Ksiądz, który lubi wyzwania

Ksiądz to nie tylko człowiek od spotkania z Bogiem, ale także budowniczy, który musi wziąć często poziomicę w rękę i pilnować majstrów- zauważa ksiądz Jerzy Fidura, proboszcz parafii pod wezwaniem Świętego Kazimierza Królewicza w Giżycku.

Kiedy kończył seminarium duchowne, nie myślał nawet, że będzie musiał się znać na odgrzybianiu murów, stawianiu fundamentów, czy wprowadzaniu nowoczesnego ogrzewania. Szkołę życia Ksiądz dostał w zabytkowym kościele w Kruklankach koło Giżycka. Obiekt wymagał cały czas dużych prac i nakładów. – A ja wtedy zrozumiałem, że moja misja, to prócz pracy duszpasterskiej, naukowej, to także praca niczym na budowie – wspomina.

Ksiądz Fidura na szczęście lubi wyzwania, tak więc zmierzył się także z tym, które na niego spadło. Pracy było sporo. – Musiałem szukać dobrych ekip i sponsorów, którzy będą chcieli zainwestować na przykład w nowe dzwony, czy odnowę ołtarza – opowiada.

Miał zdolności przekonywania. Znalazł sponsora, jednego, drugiego, który dał kilkadziesiąt tysięcy na konkretną renowację. – Potem szukałem firm budowlano-remontowych, bo przecież nie miałem doświadczenia. Wchodziłem na strony internetowe i próbowałem wybrać te najbardziej profesjonalne i takie, które mają dobre recenzję – zauważa.
Bywało różnie. Wiele razy musiał sam wziąć metrówkę i poziomicę i iść samemu pilnować robotników. Uczył się na błędach. – Sprawdzałem różne firmy, nawet z południa, ale zawsze kierowałem się tym, czy mają doświadczenie w podobnych pracach. I tak na przykład znalazłem bardzo dobrą firmę z Otwocka, która zajęła się zabytkowymi żyrandolami i świecznikami – przypomina sobie.
W tym zabytkowym kościele nabrał nie tylko doświadczenia ale i przekonania, że bycie gospodarzem parafii to wielkie wyzwanie. Jako proboszcz musiał zmagać się z osuszaniem fundamentów, odgrzybianiem, wymianą instalacji elektrycznej.
Kiedy ksiądz Fidura zabrał się za spróchniałe filary został przeniesiony do innego kościoła. To już była całkiem inna parafia: duża, bo licząca 6, 5 tysiąca osób i z nowymi wyzwaniami.

  • Kościół miał niewiele wspólnego w porównaniu z poprzednim, bo tylko 20 lat, ale jak się okazało wiele rzeczy też trzeba było tu zmienić – mówi.

Na przykład dach kryty blachą trapezową. O ile ona była jeszcze w dobrej formie, to już wkręty, które miały ją dobrze umocować okazały się do wymiany, - Zardzewiały, podchodziła pod nie woda, no i co tu dużo mówić w wielu miejscach zaczęło przeciekać – podkreśla.

Teraz zajmuje się wymianą nitów. – Prace były wykonywane w czasach PRL, wszystko robiono bardzo szybko, niewłaściwie się tę blachę kładło i stąd dziś problemy – uważa.
Remontu wymagają także rynny.
Ale ksiądz Jerzy  Fidura nie lubi próżnować. – Cały czas jestem w ruchu i lubię działać, zarówno wykonując pracę intelektualną w seminarium, jak i fizyczną na budowie – zaznacza.
Dlatego zamierza też przeprowadzić termomodernizację w budynku parafialnym. – Okna będą plastikowe, szczelne, nie będzie przez nie dmuchać – mówi. – Budynek ociepli się także styropianem grubym na 15 centymetrów. Potem jeszcze tynk i będzie dobrze.
Z powodów finansowych udało się zrobić na razie jedną ścianę. Bo sponsorów trudno dziś znaleźć tak hojnych, trzeba więc liczyć na pomoc parafian.
Ksiądz jednak nie traci nadziei i wciąż liczy, że w jego parafii będzie nie tylko pięknie, ale i oszczędnie. I że w końcu w ławkach zimą będzie ciepło. A to za sprawą wymiany ogrzewania gazowego nadmuchowego na ławkowe – elektryczne. – Ludzi odstraszają zimne wnętrza, a tak będzie im ciepło – konkluduje.
Sam musi mierzyć się ze wszystkimi tymi problemami. Wierzy jednak, że wkrótce na wzór zachodni, pojawią się przy kościołach rady parafialne, które trochę wspomogą proboszczów w trudnych pracach.